– Pozwól mi się rozejrzeć, czy nie znajdzie się ktoś, kto skłonny byłby ją ode mnie odkupić. Nie chciałbym tracić wszystkiego, co zainwestowałem, a przecież odpracowała już dwa lata kary. Nie dostanę za nią pełnej kwoty, Fortune – rzekł Kieran.

– Nie obchodzi mnie, czy coś w ogóle za nią dostaniesz. Jeśli znajdzie się ktoś, kto ją zechce, oddaj mu ją bezpłatnie. Chcę tylko, żeby znikła z mojego domu! – oświadczyła Fortune.

– Obiecuję, że zniknie, kiedy zaczną się żniwa – odpowiedział.


*

We wrześniu ścięto tytoń i rozwieszono w szopie, żeby wysechł. Potem związano go w małe pęczki i zapakowano do dużych beczek, żeby je wysłać do Anglii na pokładzie „Róży Cardiffu”. Kompania handlowa O’Malley – Small zainwestowała ostatnio w branżę tytoniową, co okazało się niezwykle intratnym posunięciem. „Róża Cardiffu” miała również zabrać do Anglii baryłki ze zbożem. Kolonia produkowała więcej zboża, niż potrzebowała, a zastrzyk gotówki zawsze był mile widziany. Zebrano plony z ogrodu, warzywa korzeniowe i kapustę złożono na zimę w piwniczkach. Mężczyźni polowali na sarny i dzikie ptactwo, żeby mieć mięso na zimę. „Highlander” powrócił z trzema mlecznymi krowami, dwoma parami wołów, dwoma tuzinami kur i z kogutem.

Wokół nich coraz więcej było oznak zbliżającej się zimy. Gęsi zbierały się w ogromne, gęgające stada, wypełniające wody zatoki. Liście drzew zaczynały czerwienieć. Klony zabarwiały się na złoto i na czerwono. Dęby stawały się czerwone i rude. Brzozy i buki przybierały cudowną, głęboką barwę złota, niemal dokładnie taką, jak odcień suszonego tytoniu. A Fortune zaczynała kwitnąć w oczekiwaniu na dziecko, podobnie jak jej pokojówka Rois.

Pewnego popołudnia, gdy obie kobiety siedziały przed domem, szyjąc ubranka dla dzieci, w polu widzenia pojawiła się Comfort Rogers. Wyglądała wyjątkowo niechlujnie. We włosach miała sosnowe igły i w jej wyglądzie było coś takiego, co skłoniło Rois do powiedzenia:

– Ciekawa jestem, milady, z kim dzisiaj spała.

– Do licha! – zaklęła Fortune. – Jeśli dorobi się brzucha, Kieran nigdy nie będzie mógł się pozbyć tej małej łajdaczki!

– Zamierza ją odsprzedać? – zapytała Rois. – Cieszę się! Powinna pani widzieć, jak ta dziewucha gapi się na mojego Kevina. Ociera się o niego przy każdej nadarzającej się okazji. Chętnie wydrapałabym jej oczy, ale nie będę robiła żadnych scen, żeby nie sprawiać ci kłopotu, milady. Nie będę płakała, kiedy stąd odejdzie! Mężczyźni plotkują między sobą, że za pół pensa Comfort Rogers rozłoży nogi przed każdym. Fortune cicho zaklęła pod nosem. Potem zapytała:

– Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? Tak jak podejrzewałam, dziewczyna jest ladacznicą. Musimy się jej pozbyć i to im szybciej, tym lepiej!

– Nie mogę znaleźć na nią kupca – przyznał Kieran, gdy wieczorem żona poruszyła tę kwestię.

– Rois powiedziała mi, że dziewczyna kładzie się na plecach dla każdego – gniewnie rzuciła Fortune.

– Wiem – przyznał nieszczęśliwym tonem. – Właśnie dlatego nie mogę znaleźć nikogo, kto chciałby ją odkupić. Żadna przyzwoita kobieta nie zechce mieć takiej dziwki w swoim domu. Przepraszam, kochanie, chciałem ci tylko zapewnić tutaj służbę, do jakiej przywykłaś w swoim domu. Nie chciałem, żebyś była nieszczęśliwa w Mary's Land. Fortune ze smutkiem potrząsnęła głową.

– Cóż, nie ma innego wyjścia. Będziemy musieli odesłać ją z powrotem do Anglii i dać jej pieniądze. Nie mogę pozwolić, żeby się łajdaczyła w naszym domu. Gdyby się rozniosło, że na to pozwalamy, zepsułoby to nam reputację. A jak mamy ją pohamować bez zakładania kajdanów? – Przerwała. – Może powinniśmy ją uwięzić, żeby stale nie uciekała. Sądzę, że należałoby ją wy chłostać i zakuć w dyby. Wszyscy zobaczyliby wówczas, że nie tolerujemy jej złego zachowania. A potem skulibyśmy jej nogi, żeby nie mogła się włóczyć.

– Zgadzam się, choć to bardzo drastyczne – powiedział. – „Róża Cardiffu” przypłynie jeszcze raz w tym roku. A kiedy będzie odpływać, na pokładzie statku znajdzie się Comfort Rogers, obiecuję ci to. Nie możemy zawracać sobie głowy nieobliczalną dziewczyną.


*

Następnego ranka Fortune wezwała swoich służących.

– Doskonale się orientuję, że niektórzy z was się źle prowadzą. Uprzedzam, że dłużej nie zamierzam tego tolerować. Odsprzedam każdego, kto nie zachowuje się po chrześcijańsku. – Obrzuciła surowym spojrzeniem czterech mężczyzn, którzy, chociaż utrzymywali, że są purytanami, byli równie rozwiąźli, jak wszyscy inni. – Comfort Rogers, nie wolno ci opuszczać domu bez mojego pozwolenia. Rozumiesz?

Comfort łypnęła ponuro na swoją panią, ale nic nie powiedziała. Fortune nie drążyła tematu. Decyzja dotycząca dalszych losów Comfort już zapadła.

– Najwyższy czas – zwróciła się do Dolly pani Hawkins. – Nie zdziwię się, jeśli stąd wyjedzie, i to szybko.

– Naprawdę sądzisz, że pani ją odsprzeda? – zapytała Dolly.

– Jeśli tylko znajdą kogoś, kto będzie chciał wziąć tę zdzirę. Jest mi niedobrze od słuchania o tym, jak to pan na nią spogląda. Mówię ci, że tej dziewczynie potrzebne jest solidne lanie – rzekła pani Hawkins.

– Pewnie nie miałaby nic przeciwko temu, żeby to pan przetrzepał jej skórę – zachichotała Dolly. – Aua! – Potarła ramię, które pani Hawkins uderzyła drewnianą chochlą.

– Za co to?

– Pilnuj swego języka, Dolly – ostrzegła ją kucharka. – Nasza pani bardzo kocha pana, a on ją. Nie chcę słuchać takiego gadania. Wstydziłabyś się.

– Nie miałam nic złego na myśli – odparła dotknięta Dolly.

– Wiem. A teraz bądź dobrą dziewczyną i pomóż mi. Mam do wypatroszenia i nafaszerowania kilka kaczek na dzisiejszy obiad. Stojąc w cieniu za drzwiami, Comfort słyszała rozmowę obu kobiet. Pani Hawkins to stara krowa, a Dolly była za miękka i za głupia. Comfort pomyślała, że gdy zostanie panią tego domu, odprawi je obie. To ona będzie mogła je odsprzedać. Pan Kieran nigdy jej nigdzie nie odeśle. Przecież ją kocha, ale nie może się do tego przyznać. Przez nią, przez tę jego nadętą żonusię z jej ognistą głową i bladą cerą. Nienawidziła jej! Jak na nią mówią Indianie? Dotknięta Ogniem. To jest to! Ciekawe, czy któryś czerwono skóry byczek chciałby się zabawić pomiędzy jej mlecznymi udami. Ależ by krzyczała. Gdyby stąd znikła, pan Kieran zwróciłby się ku Comfort. Wiedziała to! Czyż Fortune nie powiedziała, że nie wolno jej się nigdzie oddalać bez jej zgody? Pokaże jej! Będzie chodziła, kiedy i gdzie zechce. Nie pozwoli żadnej przeklętej damulce sobie rozkazywać! Dała nauczkę swojej dawnej pani w Londynie, pokaże i tej!

Musiała się wydostać z tego domu. Potrzebowała mężczyzny, który wypełni ją swoją żądzą. Uświadomiła sobie jednak, że teraz służący tu mężczyźni będą ostrożni. Niech diabli wezmą milady! Co ją obchodzi, że mężczyźni się z nią parzą? Nikogo nie krzywdziła. No tak, pani mogła być w pełni obsłużona, ona zaś nie. Cóż, już ona jej pokaże, i to niedługo!


*

– Pani Fortune – odezwał się Prosper, jeden z nie – wolnych służących.

Fortune uniosła głowę znad dziecinnego ubranka, które szyła, siedząc na krześle przed domem, w towarzystwie Rois.

– Tak, Prosperze, o co chodzi?

– To ta Comfort, wasza miłość. Znów poszła do lasu. Widzieliśmy ją z pola. Fortune poderwała się na równe nogi.

– Przeklęta dziewczyna! Znowu się zgubi.

– Nie, wasza miłość. Comfort zna okoliczne lasy lepiej niż ktokolwiek z nas. Nie gorzej niż Indianie – rzekł służący.

– Naprawdę? – To była dość interesująca wiadomość. Czy to możliwe, żeby Comfort celowo udawała, że się zgubiła owego dnia, gdy Fortune przybyła do Mary's Land? – Pokaż mi, gdzie ona jest – poleciła Fortune. – Rois, idź do Kierana i powiedz mu, że poszłam szukać tej dziewuchy, która stale przysparza kłopotów i że jutro zostanie zakuta w dyby w St. Mary's i otrzyma chłostę.

– Ona wróci, milady – powiedziała Rois. – Nie chodź za dziewczyną, pani.

– Celowo mnie nie posłuchała, i to w obecności innych. Jeśli jej sama nie przyprowadzę, stracę panowanie nad moimi ludźmi i całym gospodarstwem – odpowiedziała Fortune, odwróciła się i ruszyła za służącym. Poprowadził ją na skraj pola tytoniu i wskazał ścieżkę, którą oddaliła się Comfort.

– Pójdę z panią – powiedział.

– Nie – odparła Fortune. – Daleko nie odeszła, a chcę ją przyprowadzić osobiście. Zetnij mi tę witkę, Prosperze.

Wykonał polecenie i z uśmiechem podał jej witkę.

Podążając ledwo widoczną ścieżką Fortune zagłębiła się w las. Wokół niej liście mieniły się żywymi, październikowymi kolorami. Bezszelestnie opadały na ziemię. Przed sobą słyszała Comfort, nucącą jakąś piosenkę. Fortune przyspieszyła kroku, ale nie mogła dogonić dziewki służebnej.

Nagle uświadomiła sobie, że od paru minut nie słyszy jej śpiewu. Gdzie też przepadła ta przeklęta dziewucha?

Comfort słyszała, że ktoś za nią idzie. Z podnieceniem pomyślała, że może to któryś z mężczyzn. Ukryła się w zaroślach, żeby zidentyfikować, kto ją goni. Na widok Fortune torującej sobie drogę wśród krzaków, Comfort poczuła przypływ rozczarowania. Nagle jednak przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Znów zaczęła śpiewać, prowadząc swoją panią coraz głębiej i głębiej w las. Przeprawiła się przez mały strumień i ponownie się ukryła, patrząc jak Fortune przechodzi w bród na drugą stronę i podąża dalej. Z triumfalnym uśmiechem Comfort zawróciła. Jej rywalka sama zgotowała sobie swój los. Wkrótce zorientuje się, że się zgubiła i nie będzie w stanie odnaleźć drogi z lasu. Wychodząc z kniei, Comfort uśmiechała się do siebie, myśląc, że ona tymczasem będzie u boku swojego pana.

Fortune zatrzymała się. Wszędzie wokół niej rosły gęste drzewa i zarośla. Pomyślała, że musi wracać. Starała się iść po własnych śladach, ale wiodąca w las ścieżka, teraz, gdy próbowała wyjść z lasu, nie wydawała się już taka wyraźna. Przed sobą usłyszała szum wody. Strumień, przez który się przeprawiała! Ale kiedy zatrzymała się na jego brzegu, nie była wcale pewna, że to ten sam strumień. Tamten, przez który przechodziła, płynął cicho. Ten szumiał i pluskał, tocząc wody po kamienistym korycie.