– Ma swoje ziemie? – zapytał król. – Musi być przynajmniej równy urodzeniem.

– Jego rodzina, choć dość daleko jest związana z moją, a za to bliska rodzinie Percy – odparł lord Dacre. Ma własny majątek, ale niedawno jego dom rodzinny, Northby, został doszczętnie spalony przez Szkotów. Nikt nie zginął. Zabrano bydło, konie i owce. To dobry poddany, wasza wysokość. Pewnie taki szacowny ożenek pocieszy go po stracie domu i zobowiąże do wdzięczności królowi.

– Tak – zastanawiał się Ryszard. – Król nigdy nie ma zbyt wielu przyjaciół.

Lord Dacre zaśmiał się uprzejmie.

– Sir Jasper jest tutaj, w Middleham. Może zechcesz, panie, go przyjąć?

– Nie mamy nikogo innego, komu moglibyśmy powierzyć ten skarb? Dziewczyna nie będzie się nadawała do małżeństwa przez jakieś dwa lata i narzeczony musi zwykłą drogą starać się o jej rękę. Moja żona bardzo nalegała, by dziewczyna wyszła za mąż z miłości. Sama cierpiała męki nieszczęśliwego pierwszego małżeństwa. Anna nigdy nie prosi o wiele, więc nie mogę jej odmówić takiej drobnostki.

Lord Dacre zastanawiał się przez chwilę, a potem stwierdził:

– Nie, panie, wierzę głęboko, iż sir Jasper będzie odpowiednim kandydatem na pana na Greyfaire i na męża dla małej lady Grey.

– Nic nikomu nie mów – ostrzegał go król. – Muszę to przemyśleć, nim podejmę decyzję.

– Jak sobie życzysz, panie – rzekł lord Dacre i skłonił się nisko, ale ledwie opuścił komnatę króla, już popędził do sir Jaspera Keane’a, by przekazać mu dobrą nowinę.

– Trzymaj korzeń w spodniach – ostrzegał – żeby król nie dowiedział się o twoim rozwiązłym zachowaniu. Nie odda ci dziewki i jej majątku, jeśli się dowie, żeś jest pies na kobiece wdzięki. Król Ryszard III ma twarde w tej kwestii zasady.

– Znam warownię Greyfaire – odparł sir Jasper. – To mały, ale przytulny zameczek. Bogata ta dziedziczka?

– Ma niewielki posag, ale gdyby była naprawdę bogata, wydałbym ją za swojego bękarta – odparł. – Nie będziesz biedował. Ale król nie zgadza się na ślub jeszcze przez rok lub dwa. Królowa chce, żebyś spodobał się dziewczynie. Jeśli się nie spodobasz, zaślubin nie będzie. Ostrzegam cię więc.


W sali przyjęć zamku Middleham król wezwał sir Jaspera Keane’a do siebie i powiedział, że chce mu wyswatać kuzynkę swojej żony, dziedziczkę Greyfaire, lady Arabellę Grey. Sir Jasper wyraził zachwyt i wdzięczność dla władcy i nie okazał niezadowolenia z powodu warunków, które mu postawiono.

– Wolno mi będzie zobaczyć narzeczoną? – zapytał grzecznie.

– Oczywiście – odparł król. – Poproszę cię, byś eskortował lady Rowenę i jej córkę, lady Arabellę, do Greyfaire oraz abyś ocenił, jak dobrze strzeżona jest warownia. Możesz wprowadzić niezbędne zmiany. Ta warownia jako pierwsza ostrzega nas przed szkockim atakiem i dlatego tak ważne jest, by pozostała w rękach Anglika.

– Nie zawiodę cię, panie mój – odparł szczerze sir Jasper.

Przede wszystkim był żołnierzem i zadanie, jakie mu postawiono, bardzo mu się spodobało. Nie obawiał się, że nie spodoba się dziewczynce, bo jak dotąd niewiele kobiet oparło się jego urokowi. Był wysoki, miał jasnozłote włosy, jasno-brązowe oczy, owalną twarz, wystające kości policzkowe, wysokie czoło, prosty nos i dołek w brodzie. Namiętne usta sprawiały, iż niewiele pań zauważało, że oczy ma zimne i bez wyrazu. Był równie doświadczonym uwodzicielem, co żołnierzem, choć jako żołnierz nigdy niemądrze nie ryzykował. Tylko namiętność mogła sprawić, że porzucał zdrowy rozsądek i stawał się nieobliczalny.

– Przyjdź jutro rano po mszy do komnaty królowej – zwrócił się do niego król – a zostaniesz przedstawiony swojej przyszłej żonie i jej matce, wdowie.

– Dzięki ci, panie – odparł sir Jasper.

– Przygotuj się do natychmiastowego wyjazdu do Greyfaire – dodał król. – Z damami podróż tam zajmie ci jakieś dwa tygodnie. Pewnie nie przywykłeś do podróżowania w tak wolnym tempie, ale to da ci czas na poznanie lady Roweny i jej córki. Lepiej byście ruszyli jutro, nim zaczną się jesienne słoty. Damy nie lubią podróżować w deszczu.

– Ze wszech miar będę się starał, by umilić podróż tym damom, panie – odparł sir Jasper i uśmiechnął się uprzejmie.

Rano sir Jasper dał się zauważyć na porannej mszy. Chciał przy okazji obejrzeć przyszłą żonę i jej matkę. Stały między damami dworu, ale jedyne, co udało mu się ujrzeć, to tył głowy i suknię. Dopiero, kiedy wychodziły, sir Jasper zauważył niewielką postać dziewczynki o jasnych włosach, jedynego, prócz księcia, dziecka pośród kobiet. To miała być jego przyszła żona, ale nie wiedział jeszcze, która z dam ma być jego teściową. Odczekał kilka chwil, a potem udał się do prywatnych komnat królowej, gdzie został przyjęty.

Ukłonił się nisko królowej Annie i uprzejmie ucałował podaną dłoń.

– Pani.

– Przybyłeś tu, panie, bym mogła przedstawić cię mej ukochanej kuzynce, lady Rowenie i jej córce, Arabelli, którą król wybrał ci na żonę.

– Wielki to dla mnie honor, że pozwalasz, pani, na poślubienie kobiety z twego rodu, wasza wysokość – odparł sir Jasper.

– Pięknie powiedziane, milordzie – odparła królowa.

– Byłby z ciebie równie sprytny dworzanin, jak żołnierz, a król twierdzi, że w boju nie masz sobie równych. Cieszę się niezmiernie, iż mąż Arabelli będzie umiał używać pięknych słów równie sprawnie jak ostrego miecza. Mniemam jednak, iż pragniesz jak najszybciej poznać swoją przyszłą małżonkę. Podejdź, moje dziecko. Przedstawię ci sir Jaspera Keane’a. Ty również się zbliż, Roweno, wiem, że chciałabyś poznać przyszłego zięcia.

Matka i córka podeszły i ukłoniły się grzecznie mężczyźnie. Szybkie spojrzenie pozwoliło stwierdzić sir Jasperowi, że jego narzeczona jest dość ładna, ale jasne włosy nigdy nie były w jego guście. Matka zaś to zupełnie inna sprawa. Pszeniczny odcień włosów bardzo do niej pasował, a piersi miała bujne i cudownie kuszące, podczas gdy jej córka była zupełnie płaska. Poczuł dziwny ucisk poniżej brzucha, znajome uczucie, którego jednak nie zdradzała jego przystojna twarz.

– Jestem zaszczycony, lady Arabello, iż przyjęłaś mnie jako kandydata do swej ręki – rzucił gładko, ujmując lekko i całując dłoń dziewczynki.

Serce biło jej gwałtownie, a policzki zaróżowiły się nagle. Zrobiło jej się ciepło, kiedy ich oczy spotkały się. Tak przystojnego mężczyzny nigdy dotąd nie widziała. Zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć, i czuła się bardzo niemądrze, kiedy wreszcie puścił jej dłoń.

– Lady Roweno – zwrócił się do lady Grey.

Chyba umrę, pomyślała Rowena Grey przerażona i zafascynowana swoją reakcją. Sądziła, że po śmierci Henryka już nigdy więcej nie wrócą te uczucia.

– Wdzięczna jestem, panie, iż przybyłeś nam z pomocą – powiedziała o wiele bardziej spokojnie, niż sama się spodziewała.

Jaką była kobietą, skoro miała grzeszne myśli na temat człowieka, który miał zostać mężem jej córki. Oby Bóg jej wybaczył!

Nikt inny nie zauważył jej reakcji, ale myśli widoczne w błękicie oczu Roweny nie umknęły Jasperowi. Młoda wdówka. Mało nie mruknął z rozkoszy. Kobieta dojrzała jak owoc, aż prosiła się o zerwanie. Miał więc dla siebie matkę i córkę. Jeszcze nigdy nie miał naraz matki i córki. Myśl ta stalą się nieznośnie ekscytująca. Dziękował Bogu, iż szerokie pantalony z łatwością kryły podniecenie. Już bowiem wyobrażał sobie, co czeka na niego w warowni.

Uratowała go przyszła żona.

– Mój kuzyn, książę Edward, podarował mi psa gończego, szczenię – powiedziała. – Niestety, będzie musiał zostać przy suce, póki nie podrośnie.

– Szkoliłaś już psa, lady Arabello? – zapytał.

– Nie, milordzie, ale patrzyłam, jak robił to ojciec i Rowan FitzWalter. On ma rękę do psów. Tak mawiał nasz gończy, ale pan FitzWalter sprzeciwiał się i mówił, że gończy nie ma własnego syna i próbuje zaskarbić sobie jego łaski. Powiedział, że Rowan będzie żołnierzem jak on i kiedyś jak on zostanie kapitanem w warowni.

Królowa roześmiała się.

– Jak widzisz, panie, moja mała kuzynka jest bardzo rezolutna. Zdaje się, że ona kocha Greyfaire tak samo, jak mój pan i król kocha Middleham. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi. Kiedy Arabella skończy czternaście lat, czyli za dwa i pół roku, będziesz mógł ją poślubić. Oczywiście pod warunkiem, że cię zechce, ale pewna jestem, że jeśli będziesz ją traktował czule i z szacunkiem, z chęcią zostanie twoją żoną. Jeśli jednak tak się nie stanie, wynagrodzimy ci czas i starania o warownię Greyfaire.

– Zrobię, co w mojej mocy, moja królowo, by dotrzymać wiary waszym królewskim mościom – odparł sir Jasper.

Królowa skinęła zadowolona głową.

– Niech więc tak będzie – rzekła i odwróciła się do kuzynek.

Ucałowała obie, zdjęła z palca pierścień i włożyła go w dłoń ukochanej kuzynki.

– Jeżeli kiedykolwiek będziesz potrzebowała mojej pomocy, Roweno, przyślij go. Jeśli będę żyła, na pewno ci pomogę. – Potem schyliła się do małej kuzynki. – Wyjdź za niego tylko pod warunkiem, że naprawdę go pokochasz. Jeśli nie, nie obawiaj się odmówić. Nie chcę, byś była nieszczęśliwa. Te kilka lat przed ślubem pozwolą ci dobrze go poznać.

– Jest bardzo piękny, pani – szepnęła nieśmiało Arabella.

– Piękno niekoniecznie idzie w parze z dobrocią – ostrzegła ją królowa. – Musisz poznać jego duszę.

Uścisnęła Arabellę i wysłała kuzynki w drogę.

Wyjechali z zamku Middleham w ciepły, słoneczny, wrześniowy poranek. Towarzyszyło im tuzin zbrojnych z Greyfaire, których damy zabrały ze sobą jako straż przyboczną. Sir Jasper miał drugi tuzin ludzi, którzy wraz z żołnierzami z Greyfaire tworzyli spory oddział. Kiedy król obserwował ich odjazd z murów zamku, żałował, iż wszystkich problemów królestwa nie jest w stanie w tak prosty sposób rozwiązać.

ROZDZIAŁ 2

Sir Jasper Keane nie pamiętał, by kiedykolwiek w życiu był bardziej zadowolony. Można zgnuśnieć w takich wygodach, pomyślał, rozglądając się po niewielkiej sali przyjęć warowni Greyfaire. Była to ładna komnata z czterema oknami, w które wstawiono prawdziwe szkło, by do środka nie wpadały wiatry wiejące w okolicy przez całą zimę. Codziennie zamiatano kamienną podłogę, a pachnące zioła rozwieszane dookoła wymieniano na świeże. Lady Rowena była doskonałą gospodynią i nie znosiła nieprzyjemnych zapachów. Oba kominki skutecznie ogrzewały salę, więc w komnacie było przyjemnie i ciepło.