Znowu zadzwonił dzwonek. Kate zerknęła na zegar. Za godzinę mieli przyjść rodzice Scotta. W nadziei jednak, że przyszedł Terry Jessell, pośpieszyła do drzwi.

– O! Zastałam cię w domu – złośliwie przywitała się Fiona Chardway. – Nie musisz się ukrywać. Nie ugryzę cię.

– Czego chcesz? – oschle zapytała Kate. W oczach Fiony pojawił się cień strachu, a w głosie nuta usprawiedliwienia.

– Wiem, że nie masz dla mnie czasu, ale mam do ciebie ważną sprawę. Pozwól mi wejść. Chciałabym z tobą porozmawiać. To bardzo pilna i osobista sprawa.

Kate nie potrafiła sobie wyobrazić, co też tak ważnego przygnało Fionę do jej domu. Niemniej wpuściła ją do środka. Fiona usiadła, zapaliła papierosa i unikając spojrzenia w oczy Kate, wypuściła nerwowo kilka dymków.

– Powiem prosto z mostu. Swego czasu napisałam do Scotta parę listów. Nie wiem, czy je zniszczył, czy nie. W każdym razie w jego biurze ich nie ma. Sprawdziłam. Gdyby natknął się na nie Bob… Przypuszczam, że będziesz chciała, żeby mój mąż przejrzał papiery Scotta. Czy mogłabyś… wcześniej sprawdzić, czy nie ma wśród nich czegoś kompromitującego mnie? Mimo wszystko Bob jest moim mężem.

– A Scott był moim. Czy kiedykolwiek przyszło ci to do głowy? – Kate zapytała z wyrzutem, wspominając upokorzenia, które przyszło jej znosić z powodu niewierności męża.

– Och! Nie udawaj niewiniątka – parsknęła Fiona. – Scott nie szukałby rozrywki poza domem, gdyby był zadowolony ze swojego małżeństwa. Zresztą, teraz pocieszysz się Alexem Daltonem. W sumie te listy i tak już nie mają dla ciebie znaczenia, natomiast mnie mogą zaszkodzić. Nie chodzi o to, że przejmuję się Bobem, ale mam z nim dwójkę dzieci, na które on łoży pieniądze. Nawet wtedy, gdy się upija.

Kate nagle uświadomiła sobie, że największą głupotą byłoby zaangażowanie Boba Chardwaya jako swojego adwokata.

– Nie ma powodu do obaw, Fiono. Bob nigdy nie zobaczy tych listów. Wezmę sobie innego adwokata.

– Och! Nie bądź śmieszna – syknęła. – Bob wie o wszystkich interesach Scotta. Proszę cię tylko o to, żebyś…

– Dość tego. – Kate podniosła się z miejsca. – Przyjmij do wiadomości, że od tej chwili nie jesteś mile widziana w tym domu.

Fiona wstała z obrażoną miną.

– Przypuszczam, że to Alex załatwił ci jakiegoś sprytnego adwokata. Ten facet nie traci czasu.

– Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że łączysz moje imię z Daltonem, wyślę te listy twojemu mężowi. A teraz wynoś się stąd!

Fiona prychnęła i bez słowa wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Na myśl o tej zdemoralizowanej kobiecie Kate zrobiło się niedobrze. Mając jednak na uwadze czekającą ją rozmowę z Sheilą i Harrym Andrews, pozbierała się i poszła na górę przyszykować się do przyjęcia gości.

Na szczęście tuż po wejściu rodziców Scotta zjawił się pracownik zakładu pogrzebowego, którego obecność zaoszczędziła Kate wygłaszania pełnych hipokryzji wyrazów współczucia. Po przykrej rozmowie z Fioną poczuła, że nic jej nie zmusi, żeby rozpaczać razem z teściową, która w strumieniu łez wyliczała zalety zmarłego syna. Szczegóły dotyczące jego śmierci wywołały u Sheili jeszcze większą histerię, tak więc po ustaleniu warunków pogrzebu Kate zaproponowała teściowi, żeby zabrał żonę do domu.

Kiedy odprowadziła ich do drzwi, przy wejściu pojawił się Terry Jessell. Na jego widok Kate rozpromieniła się, bowiem mogła uniknąć obowiązku serdecznego żegnania się z teściami, co też byłoby pewną hipokryzją z jej strony.

– Chyba powinnaś wypić drinka, Kate – stwierdził Terry, wchodząc do środka.

– Chyba tak – przyznała ze znużeniem.

– Usiądź i odpocznij. Ja coś przygotuję.

– Dzięki, Terry. Jestem ci wdzięczna, że wyręczyłeś mnie i powiadomiłeś rodziców o śmierci Scotta.

– To okropne. Biedny Scott. – Terry pokręcił głową i zajął się przygotowywaniem drinków.

Kate przymknęła ciążące jej ze zmęczenia powieki. Próbowała się skupić na tym, o co chce zapytać Terry'ego. Kiedy usłyszała, że nadchodzi, otworzyła oczy. Wręczył jej szklankę whisky i usiadł naprzeciwko.

– Faktem jest, Kate, że ten drań… Yy… Scott i ja liczyliśmy na to, że Dalton podpisze z nami kontrakt. A tu rano okazało się, że nic z tego – rzekł, unikając bezpośredniego spojrzenia. – Pewnie wiedziałaś, że stąpamy po cienkim lodzie. A teraz już nie zostało nic do podziału. Sam ledwo powiążę koniec z końcem, żeby spłacić zadłużenie w banku. Pewnie chcesz zatrudnić księgowego, żeby przejrzał papiery?

– Myślałam, że ty mi w tym pomożesz.

– Nie, Kate – wycofał się Terry. – Byłoby nieetyczne, gdybym zaangażował się do tej pracy. W końcu pracowaliśmy razem. Musisz wynająć kogoś, kto będzie reprezentował twoje interesy. Poza tym nie wiem nawet, czy Scott był ubezpieczony.

– Ja też nie – westchnęła.

– Cóż, powinnaś przejrzeć jego papiery sama albo poprosić o to Boba. On na pewno ci pomoże. Po to zresztą jest prawnikiem. Ja po prostu nie chcę się wtrącać w wasze sprawy. Sam mam na głowie kupę własnych problemów – dodał i poczerwieniał, świadom tego, jak mało elegancko zabrzmiały jego słowa.

– Tak. Dzięki za szczerość, Terry. Przynajmniej wiem teraz, że nie mogę na tobie polegać.

– Być może wyraziłem się zbyt dosadnie – zaczaj się tłumaczyć.

– Zamierzasz przyjść na pogrzeb i nieść trumnę Scotta?

– Oczywiście – odparł. – Będę się czuł zaszczycony.

– Łatwo sprawić, żebyś czuł się zaszczycony. – Kate odstawiła szklankę i podniosła się z miejsca. – Cóż, Terry. Miło, że wpadłeś. Zakładam, że będziesz w pełni współpracował z moim księgowym.

Terry pośpiesznie wstał z krzesła.

– Śmiem powiedzieć, że Alex Dalton może z ciebie zrobić interesującego partnera – rzekł z wyraźną ulgą w głosie.

– Z ciebie również – odparła uszczypliwie.

– Jak mam to rozumieć?

– Jak chcesz. Nie dbam o to, co wszyscy sobie myślą. Do widzenia, Terry. Pogrzeb jest we czwartek.

– Słuchaj, Kate…

– Na miłość boską, idź już.

– Jesteś zdenerwowana.

– Owszem. Dziwi cię to? Wczoraj zmarł mój mąż. Dzisiaj rano musiałam identyfikować jego zwłoki. Trochę za dużo emocji jak na dwa dni, nie uważasz? A teraz, proszę cię, idź już i zostaw mnie w spokoju.

Terry wycofał się do wyjścia. Najwyraźniej jednak nie chciał rozstawać się z nią skłócony.

– Posłuchaj, Kate. Nie zrozum mnie źle…

– Już dobrze, Terry. Do widzenia.

– Będę na cmentarzu we czwartek. Możesz na mnie liczyć – zapewnił ją na odchodnym.

– Naturalnie, Terry. Jestem pewna, że zadbasz o honor należny Scottowi – odparła i zamknęła mu przed nosem drzwi.

Gniew i bezsilność zawładnęły nią tak bardzo, że miała ochotę krzyczeć. Przez pięć lat małżeństwa ze Scottem poznała samych małowartościowych ludzi. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie dopuści do sytuacji, żeby ktokolwiek wybierał jej znajomych. Kiedy wychodziła za mąż, była młoda, niewinna i zagubiona, ale teraz wreszcie przyszedł czas, żeby pozbyć się mrzonek. Gorzkie doświadczenia małżeństwa przyniosły jej życiową mądrość, którą postanowiła kierować się w przyszłości.

Sapiąc ze złości podeszła do biurka Scotta i opróżniła szuflady, wyrzucając ich zawartość na stół w jadalni. Z garażu przyniosła karton, do którego włożyła papiery zmarłego męża. Na stole pozostał jedynie plik nie zapłaconych rachunków – różnych ubezpieczeń, pożyczek i hipoteki na dom. Wszystkie razem wróżyły Kate bankructwo.

Potrzebowała dobrego księgowego. Zanim zaczęła się zastanawiać, jakie ma możliwości do wyboru, zjadła pastę mięsną od Jan. Lepka masa utknęła jej w gardle, więc popiła ją kawą. Przy drzwiach znów zadzwonił dzwonek. Tym razem Kate postanowiła nie otwierać. Jednak natrętny gość nie dawał za wygraną i bez przerwy naciskał na dzwonek. Po dziesięciu minutach nie wytrzymała i otworzyła drzwi.

Na schodach stał Alex Dalton. Kate wzięła krótki oddech, próbując powstrzymać wybuch wściekłości. Na próżno.

– Ach, to ty! Tylko ciebie mi jeszcze tu brakuje!

– Miło słyszeć, że mnie potrzebujesz – Alex odparł spokojnie i wśliznął się do środka, zanim Kate zdołała zagrodzić mu drogę.

– Nie jesteś mi potrzebny – parsknęła arogancko.

– Przed chwilą powiedziałaś coś innego. W oczach zabłysły jej łzy bezsilności. Trzasnęła drzwiami.

Czuła, że traci panowanie.

– Miałam na myśli coś zupełnie przeciwnego, do diabła. – Oparła się o drzwi i zagryzła wargi, próbując powstrzymać napad histerii. Jej wzrok zdawał się mówić, że Alex swoim przyjściem przepełnił czarę goryczy.

– Ojoj! Ciężki dzień – bąknął i podszedł do Kate.

– Nie waż się mnie dotykać! – wrzasnęła dziko. – Wczoraj pożegnałam się z tobą na dobre. Nie życzę sobie, żebyś tutaj przychodził. Nie chcę się spotykać ani z tobą, ani z nikim innym. Jesteś… Jesteś odrażający.

– Ojoj! Bardzo ciężki dzień – przytaknął Alex. Współczucie brzmiące w jego głosie i łagodność w spojrzeniu rozjuszyły Kate jeszcze bardziej.

– Czego chcesz, Alex?

– Ciebie, Mary Kathleen. Cały dzień o niczym innym nie myślałem. Mogę sprawić, że od tej chwili nie będziesz już miała żadnych problemów. Zajmę się wszystkim. Obiecuję. Jedyne, co musisz zrobić, to powiedzieć mi: tak.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Kate patrzyła na Alexa, ale go nie widziała. Myśli jej krążyły wokół kuszącej propozycji. Jak to byłoby wspaniale, gdyby mogła tak po prostu na wszystko machnąć ręką i pozbyć się kłopotów. Mogłaby prowadzić wygodne życie, opływając w dostatki. Za cenę zaspokojenia Alexa… w łóżku. Na tę myśl wydarł się jej z gardła gorzki śmiech.

– O Boże – jęknęła, ironicznie spoglądając na Daltona. – O tym właśnie mówią mi wszyscy znajomi Scotta. Jeden po drugim przychodzili dzisiaj i jak jeden mąż radzili mi, żebym poszukała rozwiązania problemów u ciebie. Czy ty też tak właśnie postrzegasz swoją rolę?

Alex wzruszył ramionami. Wydawało się, że wybuch Kate zupełnie go nie wzruszył.